Sezon ślubny w pełni, więc coś na temat.
Ostatnio przeglądając lookbooka harel natrafiam na fotkę jej sukni ślubnej. Niestety nie zalinkuje bo mi sie coś nie chce otworzyć ta stronka. Ale fajnie, że ktoś miał potrzebę wymyślenia czegoś innego na swój ślub:).
Moja suknia powinna być pisana z cudzysłowem bo ciężko sari nazwać suknią . Ale gdy przypadkiem weszłam na stronę sklepu z sari zakochałam sie w tym stroju i postanowiłam w jedno z nich ubrać się na mój ślub(wtedy jeszcze nie planowany). Zamawianie czegokolwiek z Indii było dosyć stresujące , bo gdyby paczka nie przyszła miałabym kiepsko. A innych pomysłów (oprócz jednego, ale o tym kiedy indziej) nie miałam. Tak dla wyjaśnienia bo wiem , że nie każdy orientuje sie co to jest sari-to kupon materiału o szerokości od 5(do nawet 8-9 metrów)na metr z kawałkiem, który sie owija wokół ciała na różne sposoby(np. w zależnosci od regionu-można to zauważyć w filmach bollywoodzkich). Do tego zakłada sie krótką bluzeczkę -choli i halkę lub lenghe.
Przez internet kupiłam tylko sari, reszta czyli choli i lengha pochodzą z warszawskich ciucholandów. Z choli jest związana ciekawa historia-znalazłam je w sh na Gocławiu, niestety było dla mnie za małe, mimo to kupiłam je.
W domu okazało sie, że było zwężane, po rozpruciu zwężeń choli było idealnie w moim rozmiarze. Jest przepiękne, wyszywane malutkimi koralikami . Opaska została uszyta z kawałka sari. Buty kupione w deichmannie (ostatnia para), były przemalowywane przeze mnie farbką z empiku na dzień przed ślubem bo okazało sie, że jasno-złote nie pasują do mojej koncepcji.
Makijaż i fryzura też są mojego autorstwa, dlatego śmieję sie, że nasz ślub był bardzo ekonomiczny.

widok z przodu i z tyłu.

Fotka z
sesji, którą zrobiono nam dzięki mojemu strojowi i fryzurze za darmo:).Widać także strój mojego męża- jak najbardziej tradycyjny. Nie chciałam uzyskać efektu jak z filmu bollywodzkiego.

buty:deichman
kolczyki:zielony kot