środa, 25 stycznia 2012

nie wierz nigdy szafiarce


Mam dzisiaj na sobie, drugi post z rzędu koszulkę ze sklepu Restyle. Zapewne mało kto uwierzy, że ten post nie zawiera lokowania produktu, a koszulki kupiłam za własna kasę- jak coś mam na to kwity:).
Z drugiej strony wcale sie nie dziwię ludziom, że mi nie uwierzą.
Jak czytam na szafiarskim zamkniętym forum o tym, że ciuchy danej firmy wcale nie sa dobrej jakości, wręcz przeciwnie- szybko sie niszczą, ale ich nosicielka nie może o tym napisać, bo przecież firma X jej te ciuchy udostępnia, to wcale mnie nie dziwi, że nikt nam nie wierzy:).
Ubolewam nad tym bardzo, bo jest naprawdę cała masa rzeczy, które używam, noszę i jestem z nich zadowolona, i  które chętnie bym polecała szerszemu gronu.
No ale przecież większego sensu pisanie o nich tutaj nie ma, bo nikt mi nie uwierzy:).
Inna sprawa gdybym coś skrytykowała- jestem pewna, że wówczas nikt by nie powiedział, że jestem nieobiektywna, albo, że ściemniam dla kasy.
Na szczęście ostatnio zauważyłam na blogach szafiarek (doświadczonych w reklamowych bojach), coraz więcej obiektywizmu i coraz mniej strachu przed pisaniem prawdy. Czyli może jest jeszcze dla nas nadzieja, chociaż wydaje mi się, że jest jej coraz mniej.
Także wiecie- nie każda blogerka to kłamliwa, sprzedajna persona, która za parę butów zrobi wszystko :).






niedziela, 22 stycznia 2012

jeśli wiesz co chcę powiedzieć...*

Dzisiaj mam dla Was coś ekstra- giwełej ze świetnymi nagrodami.
Jeśli chcecie je wygrać - nic prostszego, należy...
1. polubić mojego bloga na facebooku
2.  polubić mojego bloga na naszej klasie
3.  polubić mojego bloga na grono.net
4. polubić mojego bloga na twitterze i blipie
5. zasubskrybować mojego bloga przez RSS
6. dołączyć do obserwatorów mojego bloga
7. napisać o tym konkursie  na swoich profilach na wszelkich serwisach społecznościowych. Jeśli nie macie konta na żadnym- koniecznie musicie je założyć.
8. napisać o tym konkursie na swoim blogu, jeśli nie posiadacie bloga patrz punkt 7.
9. codziennie wchodzić na mojego bloga i co najmniej 100 razy przeładowywać stronę (mam statystyki, więc będę sprawdzać!)
10. Pod tym postem zostawić swoje szczegółowe dane- imię, nazwisko, adres mailowy, adres zamieszkania, telefon, rozmiar buta, grupę krwi.
11. Najważniejsze- aby wygrać te super nagrody, o których zaraz napiszę, należy wytatuować sobie nazwę mojego bloga czcionką samarkan, rozmiar 12, w widocznym miejscu i przesłać zdjęcie tatuażu na mojego maila.
A teraz najprzyjemniejsza część giwełeja czyli nagrody!
Nagrodą jest zestaw cieni do powiek w super modnych kolorach (te po prawej). Cienie były przeze mnie maźnięte tylko kilkanaście razy. Dodatkowo jesli w konkursie weźmie udział co najmniej 1000 osób do wygrania będzie szminka , używana tylko 2 miesiące i krem do opalania w sam raz na wakacje.
Zapraszam i życzę powodzenia!

*ps. wiem, że zapewne do "zainteresowanych" ten post nie dotrze, ale musiałam no!

spodnie-new yorker, buty-new look, top- restyle.pl, sweter- new look, kolczyki- diva, pierścionek- primark




piątek, 20 stycznia 2012

dlaczego fajnie jest mieć dzieci?


Zanim postanowiliśmy postarać się o potomka przez długi czas zastanawiałam się czy aby na pewno dziecko to najlepszy pomysł. Były momenty, gdy sądziłam, że 4 koty mi wystarczą, były takie, gdy byłam pewna decyzji o ciąży w 100% (no dobra- w 95%:)). Jednym z argumentów za było to, że dzieci zawsze wydawały mi się szalenie zabawne. Oczywiście nie noworodki, bo akurat człowiek w tym wieku ani nie posiada poczucia humoru, ani właściwie nie robi nic zabawnego. No chyba, że obsikuje rodzicielkę podczas zmiany pieluchy.
W każdym razie wraz z rozwojem mowy wzrasta atrakcyjność towarzyska rzeczonego osobnika.
Na szczęście Tolo, ku mojej radości, szybko zaczął gadać. A im więcej gada, tym jest zabawniej.
Chociaż oczywiście jak każdy etap, także i ten ma swoje wady, np. gdy słyszę od swojego potomka "zaraz!", w odpowiedzi na moje "Tolo idź do łóżka!", "Tolo posprzątaj zabawki.", "Tolo umyj zęby!".
 W tym miejscu muszę się wam zwierzyć z tego, że w obecnej chwili słowo "zaraz" to moje najbardziej znienawidzone słowo:).
Prowadzenie konwersacji z trzylatkiem jest naprawdę coraz prostsze i ciekawsze.
Tolo co dzień po powrocie ze żłobka jest przepytywany przeze mnie jak spędził dzień...
ja: Tolo były dzisiaj zajęcia z piłką?
Tolo: były, strzeliłem gola.
ja: Tolo a jak się nazywa pan od tych zajęć?
Tolo: pan trener.

ja: Tolo co było dzisiaj na obiad?
Tolo: zupa jak śnieg.
(Kto zgadnie co to za zupa? Oczywiście barszcz biały:).)

Druga wersja tej rozmowy brzmi tak:
Ja: Tolo co dziś było na obiad?
Tolo: drugie danie.

I tak sobie rozmawiamy:).
 Zabawne sytuacje wynikają też ze zbyt dosłownego rozumienia przez Tola pewnych słów i sformułowań...
ja: Marcin, gdzie jest ten mecz?
Marcin: na Kole
Tolo: dzieci nie lubią coli!

Tolo wpadając na krzesło: wpadłem na pomysł! itd.itp.
W każdym razie jest wesoło tak jak się spodziewałam:).


Tolo do kaczek: jesteście głodne? kaczki, chodźcie tu!




sukienka-h&m, bluza- cropp, nasyzjnik, kolczyki- diva, buty- deezee

niedziela, 15 stycznia 2012

o śniegu słów kilka...

 Mam w tym roku problem ze śniegiem.
 Z racji tego, że pamiętam jak ciężko mi było poruszać się po mieście dwie zimy temu, gdy problemem było dojście do przystanku, który znajduje się 80 m od mojego domu, z powodu nadmiaru śniegu. Problemem było  także wyjście z autobusu z wózkiem, bo większość przystanków była zawalona śniegiem. Problemem ogolnie było życie w mieście tonącym w śniegu...
Dlatego też bardzo cieszy mnie tegoroczna zima, chociaż jeszcze do niedawna nie wierzyłam, że będzie taka niezimowa i nerwowo oczekiwałam śniegu i mrozu. Wychodząc z założenia, że im prędzej przyjdzie, tym prędzej będziemy mieć to za sobą. Poza tym kupiłam w zeszłym sezonie fajne śniegowce i jakoś nie było okazji do ich noszenia:)). Jak się okazało, że żadne prognozy nie przewidują większych opadów śniegu to stwierdziłam, że ten stan mógłby się utrzymywać jak najdłużej.
Dziś jest pierwszy weekend kiedy w Warszawie widać śnieg. Mam jednak nadzieję, że to jeden z ostatnich takich dni:). Chociaż zdaję sobie sprawę, że są tacy co się cieszą, gdy za oknem jest biało.
Na przykład mój syn- od listopada nie może doczekać się śniegu i jazdy na sankach. Nie udaje mi się go przekonać, że  to naprawdę nic fajnego... Zdanie troszkę zmienił, gdy został zbombardowany kilkoma śnieżkami:). 



buty-deezee, spodnie- stradivarius, torba- h&m, bluza-cropp, pierścionek- primark, kolczyki -DIY



Nokia 500, o której wspominałam kilka dni temu nadal mi towarzyszy:). I raczej prędko to się nie zmieni, bo jako początkująca użytkowniczka smartfona stwierdzam, że bardzo mi odpowiada ten model . 
Wypadałoby przedstawić kilka danych technicznych-

rozmiary to 53,8 mm na 111,4. Grubość to ok 14 mm. Telefon jest leciutki, wazy tylko 93 gramy. Bateria trzyma całkiem nieźle- na pewno 4 dni bez ładowania wytrzymuje. 
Telefon posiada darmowy GPS (doceniłam ostatnio jakie to wspaniale rozwiązanie:)) i mapy Ovi Maps. Kolejna fajną opcją jest dostęp do radia internetowego. A także coś co mnie zaskoczyło- czujnik położenia, który pozwala na wyłączenie budzika lub nieodbieranie telefonu poprzez położenie telefonu ekranem do dołu. Z plusów wypadałoby wymienić także świetna jakość dźwięku. Zarówno przy rozmowie jak i odtwarzaniu muzyki.
System operacyjny to nowa wersja Symbian Anna, a już wkrótce będzie można go zaktualizować do nowszej wersji Symbian Bella.
Opinie nt. nokii 500 są podzielone, ale ja polecam waszej uwadze ten model z pełną odpowiedzialnością. 



piątek, 13 stycznia 2012

ciocia Baglady radzi czyli wszystko co chcieliście wiedzieć o przedłużaniu włosów

Dzisiaj się trochę powymądrzam. Będzie o włosach... ale tym razem takich do przedłużania.

*Włosy syntetyczne czy naturalne?
Włosy syntetyczne
Nie do końca wiem dlaczego tak jest, ale Polki nie lubią włosów syntetycznych, bo uważają, że po dwóch myciach będą  wyglądać jak u lalki barbie, którą ktoś poddał fryzjerskim eksperymentom. Nic bardziej mylnego- dobrej jakości syntetyki są naprawdę świetne.
  • Zalety:
1. Do ich zalet należy to, że jeśli je pokręcimy to w środku dnia nie ockniemy się z prostymi włosami- będą pokręcone /proste/pofalowane dopóki będziemy tego chcieć.
2. Kolejna kwestia to pielęgnacja- nie wymagają tyle zachodu i różnej maści specyfików co włosy naturalne- wystarczy je umyć, lekko podsuszyć i biec na miasto.
3. Cena- zawsze są  tańsze od włosów naturalnych. Dobre jakościowo włosy syntetyczne będą nam na pewno długo służyć.
  • Wady:
1. Mały wybór kolorów- nie ma opcji żebym w Polsce znalazła idealnie dobrany kolor pod moje włosy. A farbować ich się nie da, bo jak wiadomo tworzywo sztuczne, jakie by nie było, nie ulegnie farbowaniu.
2. Połysk- zwykle włosy syntetyczne błyszcza troszeczkę bardziej niż naturalne, ale w obecnych czasach można znaleźć i takie, które wyglądają naprawdę bardzo naturalnie. Kiedyś nie można  było ich modelować czy  działać na nie wysokimi temperaturami- dziś to już nie problem. W sprzedaży  są głównie włosy syntetyczne, które możemy traktować tak jak naturalne. W każdym razie na pewno jest to uwzględnione w ich opisie.
  • Gdzie szukać?
Najlepiej na allegro. Wpisujemy w wyszukiwarkę "włosy syntetyczne" i hulaj dusza piekła nie ma- wybór jak ta lala:)!
Włosy naturalne
Jeśli jednak nie pokonacie w sobie niechęci do noszenia plastiku na głowie i zdecydujecie się na zakup włosów naturalnych, to główna zasada jest taka, że trudno jest znaleźć dobra opiekunkę do dziecka,  jeszcze trudniej znaleźć dobre dziecko, a w ogóle to  najtrudniej znaleźć dobre włosy:).
Tutaj polecałabym albo radzić się koleżanek, które nosiły przedłużane włosy, albo uważnie czytać komentarze na allegro, albo posłuchać się cioci Baglady:).
  • Zalety:
1. Można je farbować, tonerować, malować (nie polecam trwalej i rozjaśniania:)).
2. Lepiej się "zlewają" z naszymi włosami , nawet takimi co to były życiowo doświadczane przez swoją właścielkę.
3.Traktujemy je jak wlasne włosy- nakładamy odzywki, układamy itd.
  • Wady:
1. Jakość to podstawowa wada, bo tak naprawdę nie da się ocenić na oko czy włosy, które zacnie sie prezentują na zdjęciu czy w opakowaniu. Wszystkie włosy wyglądają ładnie, gdy je kupujemy, a czy będą ładne po jakimś czasie to oczywiście rzeczony czas pokaże:).
2.Cena- dobre włosy musza trochę kosztować. Niestety.
Rodzaje włosów:
Rodzaje włosów naturalnych są uzależnione od miejsca skąd pochodzą. W tej kwestii trzeba zaufać sprzedawcy, a ci lubią ściemniać i pisać o włosach azjatyckich- europejskie, albo używać określeń "jak słowiańskie". Oczywiście słowo "jak" mniejsza czcionka niż reszta:).
Tak pokrótce- włosy słowiańskie są najdroższe, bo to włosy nie obrabiane w żaden sposób chemicznie-nie są  tlenione, farbowane.
Takie włosy są też skupywane przez różne firmy, natomiast kompletnie się taki interes sprzedającemu nie opłaca- dlatego jeśli macie długie, nie farbowane włosy i zamierzacie je obciąć, to polecam wystawić je bezpośrednio na serwisach aukcyjnych. Na pewno zarobicie na nich więcej niż sprzedając je do skupu.
Najtańsze i najpopularniejsze  są włosy azjatyckie. One są już obrobione chemicznie- odbarwione, pofarbowane, pokręcone i dlatego też może się zdarzyć, że po 2 myciach będziemy mieć na głowie kołtun.
Dlatego polecam kupowanie takich włosów tylko u sprawdzonego sprzedawcy.
Na opakowaniach włosów naturalnych występuje często tajemnicze słówko 'remy", bądź "remi" . Oznacza to, że włosy są segregowane łuską w jedną stronę. Nie kupujecie włosów bez tego oznaczenia.
Metody zakładania:
Metod jest ogromna masa. Ale ja chcę się skupić na tej, którą lubię najbardziej, którą można włosy przedłużyć samodzielnie i która najmniej obciąża nasze włosy. Mianowicie chodzi o dopinki clip on.
Są to włosy wszyte na taśmę, która ma doszyte klipsy. Za pomocą tych klipsów dopinamy taśmy do naszych włosów.
Tak tego nie robimy. Bo włosy nie będą się trzymać. A tak wygląda poprawne założenie włosów na taśmie.
Jak już uda nam się znaleźć dobre włosy, to warto też zwrócić uwagę na spinki. Ja uważam, że najlepsze są niezbyt duże spinki, z takimi ząbkami "zamkniętymi". Nie lubię natomiast takich z ząbkami "otwartymi ". Ale jeśli kupicie fajne włosy z otwartymi ząbkami to za pomocą igły i nitki możecie doszyć te lepiej trzymające-to naprawdę bardzo proste i tanie.
  • Zalety:
1.Zaleta włosów clip on to łatwość samodzielnego zakładania. Po kilku założeniach będzie Wam to zajmować nie więcej niż 5 minut.
2. Mniejszy wpływ na nasze włosy. Możemy clipy dopinać w różnych miejscach na głowie, aby nie obciążać cały czas tego samego.
3. Włosy te są super zarówno dla kogoś kto chce przedłużyć włosy na jednorazową okazje jak i dla kogoś kto chce je nosić dłuższy okres. Ja je dopinam codziennie i nie sprawia mi to żadnych dodatkowych problemów. Odpinam je na noc, dzięki czemu nie muszę się martwić, że włosy mi się skołtunią lub zniszczą.

  • Wady:
1. Nie stwierdzam, chociaż zdaję sobie sprawę, ze dla niektórych osób codziennie dopinanie włosów może byc uciążliwe.

Misja  "pierwsze przypięcie":)
Zasadniczo każdy kto ma włosy dłuższe niż kilka  centymetrów może je przedłużyć za pomocą metody clip on. Zasadnicza kwestia jest jednak taka żeby efekt końcowy był fajny. i co najważniejsze- żeby "doczepy" nie różnił sie zbytnio od naszych "naturalsów":). Podstawowa sprawa to dobrze wycieniowane włosy. Włosy ścięte na równo zawsze będą sie odznaczać od tych dopiętych.
 Na zdjęciach sklepów sprzedających włosy można zobaczyć wiele fotek przed i po, gdzie dziewczyny nawet krótkowłose uzyskują efekt pięknych długich włosów idealnie zlanych z ich własnymi. Bez odpowiednio wycieniowanych włosów, czy to przed doczepieniem czy już po, nigdy nie uzyskamy takiego efektu. Ja cieniowałam u fryzjera tylko swoje włosy, uprzedzając, że zamierzam je przedłużać. I dopiero wtedy efekt był zadowalający.
Kolejna kwestia to wlosy proste i kręcone. Dziewczyny z prostymi włosami maja o wiele łatwiej niz te z kręconymi- większość włosów na taśmach jest prosta. chociaż oczywiście można kupic także włosy falowane czy krecone, ale najlepiej samodzielnie je kręcić.

*moje włosy
Moje włosy, które widzicie na zdjęciach to włosy naturalne. Dostałam je od sklepu Verlocheshop. I wierzcie lub nie- są naprawde wspaniale. A nie oszczędzam im rożnych przykrości- farbuję je farbą, tonerami, czesto myję, suszę suszarką, czeszę, zdarzyło mi się myć żelem do twarzy:). I naprawdę nadal wyglądają pięknie. Efekt podkręcenia uzyskuję lekko spryskując je wodą i kładąc piankę, łapię za końce i zwijam w ręku, pozostawiając na noc do wyschnięcia. Myślę, że wyglądają o wiele lepiej niż zwisające smętnie strąki:).
Inna firma sprzedająca włosy, którą mogę z czystym sumieniem polecić to Hairservice. Jeśli znacie inne sklepy co do których macie pewność, że sprzedając włosy dobrej jakości to piszcie:).

rzeczone włosy w całej okazałości:)

buty-deezee, spódnica- sh, torba-h&, bluzka- atlantic, naszyjnik, pierścionek- diva

zdjęcia wykonała druga połówka Samotnego Nawigatora czyli moja siostra:)

poniedziałek, 9 stycznia 2012

post z "lekkim" zabarwieniem reklamowym

Nigdy nie byłam gadżeciarą. Oczywiście pisząc gadżeciara, mam na myśli kolekcjonowanie najnowszych zdobyczy technologii. Nie dosięgła mnie także moda na posiadanie smartfona. Wręcz przeciwnie- przez długi czas była wierna jednemu dosyć staremu modelowi telefonu. I gdy mi się popsuł zakupiłam na allegro taki sam.
Ale na każdego przychodzi pora... Wiec gdy dostałam propozycję testowania Nokii 500 stwierdziłam, ze może to szansa na wejście w XXI wiek :). Jak się okazało nawet taki smartfonowy dyletant jak ja poradzi sobie z Nokią 500. Chociaż nie ukrywam, że każdorazowe przestawianie się na nowy telefon troszkę czasu trwa i trochę nerwów zżera. Z Nokią nie było wyjątkowo trudno, bo jak każdy telefon tej marki jest prosta w obsłudze.
Podstawowa sprawa- Nokia jest po prostu ładna. A to głównie dzięki wymiennym obudowom w różnych kolorach (coś w sam raz dla mnie:)). Jest lekka i cienka- podczas ostatniej wizyty w kinie musiałam kilka razy sprawdzać czy telefon nadal znajduje się w tylnej kieszeni- taki jest cienki:). Bardzo mnie cieszy, że Nokia ma dobrej jakości ekran, bo niestety w moim ostatnim telefonie wyświetlacz i tylna obudowa szybko się zarysowały.
Obecnie najważniejszy dla mnie jest stały i łatwy dostęp do poczty email.
Dzięki temu, że telefon ma ekran podzielony na 3 pulpity- każdy może mieć inną tapetę i każdy ma inne funkcje, ułożone w intuicyjny sposób. Właśnie dzięki temu nie trzeba przegrzebywać telefonu, gdy chce się ściągnąć pocztę i sprawdzić maila.

Telefon jest reklamowany jako smartfon z niższej półki cenowej i myślę, ze w swojej kategorii jest godny polecenia. Jako początkująca użytkowniczka smartfona jestem naprawde zadowolona z Nokii 500.
Ale co ja tam wiem:).
ps. po dzisiejszym dniu mogę do zalet dodać to, że jest odporna na oblanie zupą pomidorową:)
spodnica- z sukienki h&m, sweter-h&m, top-bershka, naszyjnik- glitter, opaska- z topu:)



zdjęcie wykonał Samotny Nawigator:)

czwartek, 5 stycznia 2012

bez wielkich słów*

Bycie fanem jest wpisane w moje życie. Zaczynałam  dosyć wcześnie, bo mając 10 lat, od wielkiej miłości (tak mi się wydawało) do Piaska i Mafii ( z naciskiem na Piaska śpiewającego w Mafii). Po krótkim czasie, bo w roku 1996 odkryłam Kayah. Także w sumie za sprawą tej pierwszej miłości, bo wydaje mi się, że Kayah wpadła mi w oko śpiewając na płycie 'Sax& sex" Roberta Chojnackiego.
W 1996 roku, kilka miesięcy po premierze prawdziwego debiutu Kayci płyty-"Kamień", odkryłam ten album. Właściwie pierwszy raz odsłuchałam i odłożyłam na półkę (sorry Kasia- tak było:)).
 Po jakimś czasie do niego wróciłam i zakochałam się w nim totalnie, na zabój i po dziś dzień. W samej autorce także.
Po 3 latach bycia szeregowym fanem, udało mi się poznać Kayah osobiście podczas nagrania "To było grane". Potem nastąpiła fala wyjazdów koncertowych za Kasią, właściwie po całej Polsce. A że byłam osoba małoletnią to jeździłam wszędzie z mamą lub tatą.
Najdalszy wypad to chyba festiwal opolski- przyjechałyśmy tylko na koncert Kayah, i po krótkim spotkaniu z powrotem do Warszawy. Tak sobie wyjeździłam znajomość z Kasią.
W ostatnich latach moja działalność wyjazdowa osłabła, ale zaliczyłam obowiązkowo 2 koncerty Kayah w Londynie- jeden na Wembley, na który wybrałam się w pełni świadomie. Ina Hammersmith, o którym dowiedziałam się już po zaplanowaniu wyjazdu do Londynu. Można rzecz, że na obu towarzyszył nam Tolek- pierwszym razem jakoś 3 miesięczny płód, w drugim jako 1,5 roczny, biegający po garderobie artystki, młody człowiek.
Zaliczyłam także trasę koncertową obejmującą Poznań, Kraków i Warszawę, i większość ważnych koncertów  Kayah, jak np. ten na ostatnim festiwalu w Sopocie, gdzie gościnnie pląsałam po scenie, a także wszystkie nagrania The voice of Poland, ale to bardziej w celach towarzyskich :). Daleko mi do mojego  kolegi Oskara, który przez ostatnie lata jeździł właściwie na wszystkie koncerty Kasi, czy to w Polsce czy za granicą. No, ale u mnie i wiek nie ten i stan rodzinny inny.
I tu przechodzę do sedna- brakowało mi widać bycia typowym fanem i wtedy w moim życiu pojawiło się Vavamuffin. Pierwszy raz z tą nazwą zetknęłam się w 2006 roku, na plakacie wiszącym nieopodal mojego bloku, reklamującym jakiś ich koncert. Kojarzyłam zespół z utworu "Bless", ale nie powalił mnie aż tak bardzo żeby się wybrać na koncert. Potem zespół wydał kolejny teledysk "Vava to" i wtedy wpadłam po uszy. Bieg do empiku po płytę, słuchanie jej non stop, tak, że nawet mój mąż znał wszystkie teksty i pierwsze koncerty. Zapewne pierwszy miał miejsce w Stodole, bo tam zwykle Vavamufiin gra. To pogłębiło tylko moje uwielbienie dla tego zespołu. Zanim zaszłam w ciążę jeździłam z mężem na wszystkie koncerty Vavamuffin odbywające się w okolicznych miejscowościach- zaliczyliśmy Żyrardów, Otwock, Piaseczno... W pewnym momencie na koncercie byłam raz na tydzień:). Jedyny warszawski koncert, który opuściłam miał miejsce podczas mojego pobytu w szpitalu- w wiadomym celu:). W każdym razie już po narodzinach Tola jestem w sklepie muzycznym w dniu premiery każdej nowej płyty Vavamuffin, nie opuszczam żadnego warszawskiego koncertu... A piszę tu o tym, bo własnie kilka godzin temu wróciłam z nietypowego koncertu, który miał  miejsce  w studiu radiowym Czwórki-tylko  Vavamuffin i ok. 20 fanów, w tym moja skromna osoba:). Koncert rozpoczął się o nietypowej porze, bo o 1 w nocy, ale mimo to nie mogłam opuścić takiego wydarzenia. Oczywiście nie muszę pisać, że było wspaniale, bo zawsze jest. Wypite kilka godzin wcześniej tigery naprawdę jak się okazało, nie były mi potrzebne:).
Jeśli nie znacie tego zespołu a chcielibyście poznać, to już wkrótce na antenie Czwórki zostanie wyemitowany wspomniany koncert- będę informować o dokładnym terminie. Naprawdę polecam!
Dochodzę do wniosku, że udział w koncercie Vavamuffin powinien być przepisywany na receptę ludziom, którym brak energii, i na których źle wpływa szarość za oknem:). Na mnie działa rewelacyjnie i tylko czasem żaluję, że Vavamuffin jeszcze częściej nie grają w stolicy.
Chociaż właśnie się dowiedziałam, że za miesiąc będą w Żyrardowie,a potem w warszawskim Hard Rock Cafe, po drodze jeszcze koncert Pablopavo - nie może mnie tam zabraknąć:).

*tytuł posta jest tekstem  piosenki, którą Vavamuffin, Maleo i Kayah nagrali wspólnie dla Białorusi, a wykonali na koncercie "Solidarni z Białorusią", na którym oczywiście byłam- pamiętam jak dziś,  było to dokładnie dzień po moim ślubie- 25 marca 2007:).
spodnie- new yorker, tiszert-restyle, naszyjnik- Diva, torba- h&m, bransolety- primark, sweter-new look %, buty-deezee



wtorek, 3 stycznia 2012

karczemne awantury i pierwsze dobre uczynki:)

Nie ma to jak zamieszczać zdjęć sylwestrowej kreacji 3 dni po imprezie:). Ale to chyba właśnie przedstawia mój stosunek do tego dnia- jakoś szczególnie mnie nie jara. Jedną z przyczyn jest fakt, że zanim poznałam mojego męża, każdy mój Sylwester kończył się naprawdę słabo- zwykle karczemną awanturą. Trochę przez to zraziłam się do wychodzenia gdziekolwiek w tym dniu- w domu zachodzi mniejsze prawdopodobieństwo urządzenia awantury. Chociaż jak wiadomo- dla chcącego nic trudnego.
W tym roku mój Sylwester był wyjątkowo udany- życzę sobie, aby cały rok był taki.
Postanowień noworocznych brak, chociaż może jedno się znajdzie- obiecuję sobie, że będę od razu odpisywać na maile, które otrzymuję:). Od dawna mam z tym duży problem i np. jakiś czas temu dostałam maila z prośbą o wsparcie akcji Karmimy psiaki. Oczywiście nie odpisałam od razu i kompletnie zapomniałam o tej wiadomości. Ale oczywiście poprawiłam się na czas, obiecałam wspomnieć o tej akcji na blogu, więc wspominam, bo warto!
W prawej kolumnie widzicie od jakiegoś czasu banerek "Karmimy psiaki". Kliknięcie przenosi na stronę główną, następnie należy wybrać sobie psa, którego chcemy nakarmić, kliknąć "nakarm" i  gotowe:). Pierwszy dobry uczynek w nowym roku zrobiony:).

spódnica-h&m, bolerko- sh

top- h&m, naszyjnik- diva, bransolety- primark





piątek, 30 grudnia 2011

być jak superbohaterka

Jak byłam młodsza to zawsze chciałam być superbohaterką. Namiętnie oglądałam He Mana , szczególną uwagę zwracając na jego towarzyszkę Czarodziejkę. Uwielbiałam tez serie komiksów gigantów, gdzie występowała Magika De Czar. Oczywiście najbardziej mimo tego, że była czarnym charakterem podobały mi się jej czarne włosy:). I myślę, że z tego wynikała moja słabość do niej.
 Natomiast największy sentyment mam do  pojawiającej się w serii komiksów o Batmanie- Cat Woman.  Batmana oglądałam właściwie tylko po to żeby ją zobaczyć. Bardzo mi imponowała jej zwinność, tajemniczość, odwaga i pewność siebie.
 Przez długi czas namiętnie oglądałam wszelkiego rodzaju kreskówki m.in. te gdzie główne role należały do superbohaterów. Jedna z moich ulubionych to oczywiście Atomówki, które odkryłam w sumie z 10 lat temu. Wydawać by się mogło, że to trochę kicha w wieku 16 lat oglądać kreskówki, ale jestem pewna, że większość tzw. bajek nadawanych na kanale Cartoon Network nie nadaje się w żadnym wypadku dla młodszych dzieci:). Obecnie oglądam wraz z moim synem Rasta Mysz- ostatnio śniło mi się, że należę do Luźnego Składu:).
Moja sympatia do Bójki, Bajki i Brawurki znalazła swoje odzwierciedlenie w imionach moich kotów. Co ciekawe, imiona idealnie odzwierciedlają ich charaktery:).
Wracając do sedna- myślę sobie, że to fajna sprawa być takim superbohaterem, posiadać nadprzyrodzone moce. Gdybym miała być jedną z nich to na pewno wyglądałabym podobnie jak na zdjęciu poniżej- wysokie buty, długie czerwone włosy dredy, dużo ciężkiej biżuterii i łańcuszek z czaszek (moich wrogów oczywiście:)) na szyi.
A  póki co ubolewam nad tym, że życie to nie bajka, i że coraz częściej zdaję sobie sprawę z tego jak kiepsko sobie z nim radzę...Jak dobrze, że ten rok już się kończy...

spodnie- new yorker, buty- deezee, bluzka- reserved %, kurtka- sh, bandanka- allegro



biżuteria- Diva

zdjęcia wykonał z wielkim entuzjazmem Samotny Nawigator- dziękuję:)!






wtorek, 27 grudnia 2011

kiedy Edyta Bartosiewicz wyda płyte?

Zawsze gdy widzę na blogach posty zawierające przeprosiny i usprawiedliwienia nieobecności, zastanawiam się po co się to robi? Czy naprawdę brak posta na jakimś tam blogu, przez kilka dni, kogoś rozczaruje? Żadna ze mnie Edyta Bartosiewicz, na której płytę fani czekają od lat i myślę sobie, że cisza na blogu raczej mało kogo obchodzi:).
W żadnym wypadku nie oczekuję tutaj zalewu komentarzy- "Tęskniliśmy! dobrze, że jesteś!". Ten post to raczej wyraz skromności, a nie kokieterii:).

płaszcz-reserved %
tunika-Radhashop, buty-deezee %, spodnie- new yorker, sweter-sh, panja-prezent, naszyjniki- Radha i Diva, włosy- Verlockeshop.




poniedziałek, 12 grudnia 2011

ubranie to przebranie

Jako wierna fanka pierwszego polskiego bloga szafiarskiego, nie mogę się nie zgodzić z jego głównym przesłaniem - ubranie to przebranie.
Ja dzisiaj występuję w roli syrenki Ariel z mojej koszulki. No nie mogłam się powstrzymać przed upodobnieniem się do tego obrazka, tym bardziej, że kolor włosów po prostu mnie do tego zobowiązywał:).
Za jakiś czas dorobię  się zapewne także takich tatuaży i wtedy możecie mi mówić Ariel:).
A tymczasem opowiem wam o tym, jak to wynalazłam genialny środek na porost włosów. Dawno w sumie ich nie pokazywałam, ale teraz wyglądają  tak . Jednak jednogłośnie z moim mężem stwierdziliśmy, ze o wiele lepiej mi w długich włosach. Nawet byliśmy oboje lekko zaniepokojeni tym, że tak się w czymś zgadzamy:). Ale ja nie o tym...
Jakiś czas temu dostałam maila z propozychą przetestowania produktów ze strony Verlockeshop.. Pani Ewa, która mi to zaproponowała nie mogła lepiej trafić- sklep z włosami to to co tygryski lubią najbardziej:).
Moja znajomość niemieckiego niestety leży i kwiczy, ale jakoś sobie poradziłam m.in. dzięki Kamili z A small world of fashion, w zrozumieniu co wybieram:).
Od dawna, a właściwie do momentu przefarbowania włosów na czerwono, myślałam o przedłużeniu włosów, więc długo się nie zastanawiając, wybrałam własnie naturalne włosy na taśmie i spinkach clip on. Paleta kolorów włosów jest ogromna, ale ja wybrałam włosy w kolorze hot chilli i zafarbowałam je tonerem. Efekt wyszedł świetny-idealnie dopasowany do mojego koloru . Sklep dopiero wchodzi do Polski, natomiast ja będę zdawać Wam relacje z tego jak się nosza te włosy, bo na czym jak na czym, ale na włosach to ja się znam!

spodnie-new yorker, buty-deezee, koszulka-restyle.pl, kurtka- sh, bandanka- allegro.



biżuteria-diva.pl

and the winner is...

Jako znana tu i ówdzie fanka Mariki, nie mogłam wybrać innej odpowiedzi w Atlanticowym konkursie niż ta ...
"...Ja włożę sukienkę, tę najlepszą, i makijażem ubiorę oczy,a w ciało wetrę słodkie balsamy, dla ciebie będę królową nocy..."  To właśnie mój sposób na podkreślenie moich atutów. Nie wiem czy idealny, ale mój!
Autorką tego komentarza jest Ania-gratuluję wygranej!

czwartek, 8 grudnia 2011

być jak Arielka

Bronię się rekami i nogami przed robieniem zdjęć w domu. Tym bardziej, że moje umiejętności robienia zdjęć lustrzanką właściwie nie uległy poprawie, od momentu kiedy ją otrzymałam. Wstyd się przyznać, że było to już ponad 2 lata temu.
Cały czas oczywiście na liście moich planów do zrealizowania jest jakiś kurs fotograficzny dla tłumoków. Wpiszę to sobie na listę noworocznych postanowień.
Mój nikonek niestety sprawia, że wyglądam jak syrenka Ariel na wielu zdjęciach, co jest wyjątkowo uciążliwe, gdy chciałabym pokazać prawdziwy kolor moich pięęęęęknych, dłuuuuugich włosów:).
Wpadłam, więc na iście diabelski pomysł wypożyczenia, na okres jesienno-zimowy aparatu od mojej siostry. Zwykła cyfrówka, która dzielnie mi służyła przez długi czas blogowania przywróciła przyjemność z zamieszczania  nowych postów- włosy są ciemno różowe, PRAWIE  takie jak w realu. Z tej radości także pięknie mi urosły, o jakieś 30cm i już nie wyglądam jak chłopek roztropek :). Może nawet ponoszę je dłużej niż tydzień, ale nic nie obiecuję:).

spodnie- new yorker, buty-new look, tiszert- h&m, sweter- sh, czapka- cropp, naszyjnik- diva, pierścionek-prezent:)



włosy-  ufarbowane tonerem directions rose red - verlockeshop.de

poniedziałek, 5 grudnia 2011

historia z dreszczykiem

To będzie post z cyklu wstydliwe wyznania zakupoholiczki, blogowiczki, butoholiczki (niepotrzebne skreślić).
Długo się przed tym wzbraniałam, mi może byłam bardzo blisko celu już kilkakrotnie, mimo że kilkakrotnie klikałam "kup teraz" cały czas pojawiały się znaki na niebie, ziemi i w blogosferze, mówiące "nie rób tego, nie idź tą drogą". Głosy w mojej głowie odzywały się regularnie, gdy wchodziłam na zakazane strony, gdy odwiedzałam  zakazane blogi... Co krok napotykałam nieme zachęty- "kup nas, jesteśmy takie fajne", pojawiające się jednak z taką częstotliwością, że były jednocześnie przestrogą- "nie kupuj, wszystkie je mają". Myślałam nawet o tym czy nie zablokować sobie w komputerze wyświetlania niektórych, sprowadzających mnie na manowce stron, jak to mam w zwyczaju. Jednak nigdy tego nie zrobiłam... i być moze to był pierwszy błąd...
Któregoś dnia w końcu się to stało- znudzona, przeglądałam różne strony, weszłam i na tą zakazaną... szybki rzut oka na stronę główną- "promocja 30% na cały asortyment". Nerwowe szukanie rozbieganym wzrokiem czy zakazany owoc jeszcze jest dostępny... nie, nie poddałam się, jeszcze nie teraz.. Zamknęłam strone czym prędzej... jednak za chwile bijąc się z myślami, wróciłam na nią ponownie Zajrzalam do działu promocje i to było jak grom z jasnego nieba!  Są tam, czekają na mnie! Szybka kalkulacja w głowie ile będzie mnie kosztować ten grzech, szybka decyzja- kup teraz, przelew, mail na skrzynce z informacją "zamówienie zostało wysłane", nerwowe wyczekiwanie kuriera. I są...
Moje nowe pseudolity.






LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Obserwatorzy