środa, 29 lutego 2012

Kiwaczek made my day:)

Co tu dużo pisać... tym razem wszystko widać na zdjęciach:).
Spotkanie połączone z prezentacją nowej kolekcji marki Atlantic było okazja do spotkania się z ziomami:). Mam tu oczywiście na myśli Berę i Kasię. Bera jako zapracowana pani od spraw wszelakich nie załapała się na sweet focie, ale Kasia owszem. Tak się złożyło, ze i włosy miałyśmy w podobnym odcieniu i spodnie...Nie mogłam tego nie uwiecznić na zdjęciu.

A co po za tym? Wrodzone poczucie obciachu nie pozwala mi na chwalenie się, oddawaniem się darmowej konsumpcji sałatek i muffinek wszelakich, toteż przemilczę te kwestie.
Gdy wychodziłam z  tego jakże przyjemnego przybytku, nastąpiło nagłe zderzenie z rzeczywistością- drogę do domu przesłoniła mi zasłona  śniegu i manifestacja antyrządowa. Bywa i tak.




spodnie- new yorker, -torba-mango outlet, sweter, tiszert- h&m







piątek, 24 lutego 2012

tekstowa zapchajdziura

Ostatnio wspominałam o kolejnej fali zalewającej szafiarskie blogi, mianowicie o tzw. zapchajdziurach, czyli postach o wszystkim i o niczym. O dziwo nie zamierzam wylewać kubłów pomyj na autorki wspomnianych postów. PMS mi minął, więc będę łagodna jak baranek:).
Wśród zalewu różnych bzdurek, które omijam szerokim łukiem, z wielka uwagą czytam i oglądam posty dotyczące kosmetyków.
Głównie dlatego, że w tej kwestii jestem totalną minimalistką (w jakiejś dziedzinie muszę być, nie?). Nie dostaję białej gorączki pośród półek z kosmetykami, nie oglądam z zapartym tchem ani filmików kosmetycznych youtubowwiczek, ani blogów kosmetycznych. Blogi szafiarskie i półka z kosmetykami mojej siostry, ( która w tej kwestii jest moim totalnym przeciwieństwem) jest moim jedynym oknem na świat nowinek kosmetycznych. A odkąd odkryłam cudowne właściwości i uniwersalne zastosowanie oleju z kokosa moja półka , a właściwie półeczka kosmetyczna jest jeszcze uboższa.
W tym miejscu wypadałoby chyba wymienić stosowane kosmetyki, ale zawsze się zastanawiam czy blogerki, które piszą, że dostają mnóstwo zapytań na ten temat, naprawdę je dostają:)? Ja nie dostaję, no ok, dostaję mnóstwo zapytań o to jakiej farby używam do włosów, ale o tym już było tutaj.
Tak więc żeby tradycji stało się za dość...
Nie trudno się domyśleć, że osobą , której postawiłabym pomnik jest twórca/twórczyni eyelinera.
Różnych próbowałam m.in żelowego eyelinera inglot, i moim numerem jeden jest i będzie, dopóki nie przestaną go produkować, czarny eyeliner firmy Miss sporty, dostępny w każdym Rossmanie.
 Do tego czarny kohl Himalaya (ze strachu przed kohlami  mogącymi zawierać jakieś świnstwa:)) i trochę czarnego cienia  i makijaż oka gotowy! Jeśli chodzi o cienie to zwykle kupuję je pod wpływem chwili, a właściwie podczas zakupów ciuchowych, głównie w h&m, a potem i tak używam głównie czarnego lub granatowego, tak z czystego lenistwa. Tusz posiadam, a owszem, ale rzadko używam z wyżej wymienionych powodów. Natomiast odkąd mam czerwone włosy, maluję brwi brązowym cieniem, kiedyś essense, ale z racji gównianej jakości opakowania przerzuciłam się na  Catrice- cena niziutka (dostępne w drogeriach
Natura), a opakowanie bardzo solidne- z lusterkiem, szufladką zawierająca pędzelki i pęsetkę.
Zawsze natomiast o tej porze roku smaruję się podkładem. I tutaj powinien nastąpić pełen żali i rozpaczy elaborat o tym, że jeśli znajdę idealny podkład, to prędzej czy późnij przestaną go produkować. W tej chwili numerem jeden jest dla mnie maybelline najciemniejszy odcień pure liquid mineral. Nie mam problemów ze skórą, więc taki średnio kryjący jest dla mnie idealny.
Tak jak wspomniałam- do ciała i do włosów (jako maski) używam oleju kokosowego- polecam -genialne rozwiązanie. A w razie gdyby zabrakło wam oliwy bądź oleju to można też na nim usmażyć obiad:).
Pozostałe moje kosmetyki to rzeczy dwóch firm- alterra (chusteczki do demakijażu, dezodorant, odżywka, szampon) i emolium (emulsja do mycia i krem do twarzy w zimie, w lecie wystarcza nivea soft). Emolium podkradam dziecku:).
spodnie-stradivarius, bluzka-bershka, tally weijl, bluza-cropp, torba -mango outlet, biżuteria-same prezenty:)





czwartek, 16 lutego 2012

wszystko płynie czyli idzie odwilż

...tak powiedział przed chwilą pan w telewizji. A ja nie mam podstaw żeby mu nie wierzyć. Jak tylko usłyszałam te słowa to sobie pomyślałam, że może pora odmrozić bloga?
Ciśnienia nie mam, spełniam się na swoim fan pejdzu fejsowym i tam wrzucam wszystkie rzeczy, których obecnie pełno na blogach szafiarskich, czyli tzw. zapchajdziury.
Możecie więc obejrzeć sobie tam DIY, czyli wytwór moich rąk, czyli sukienkę, którą do późnej, mroźnej nocy w pocie czoła szyłam. Chwalę się nią, bo naprawdę nie podejrzewałam się o tego typu zdolności:).
Jest tam też efekt pracy Samotnego Nawigatora, czyli tatuaż zacny, plecowy, mój. Też piękny.
Ale żeby nie było, że jestem hipokrytką krytykując koleżanki po szafie za zaśmiecanie sobie blogów byle czym, to oczywiście dziś powracam z postem szafiarskim, niestety domowym. Z nowymi dredami, tak BTW, autorstwa Celiny i Agnieszki, znanej jako Agaaf. Polecam uwadze obie Panie, bo talent mają do dredloków, że hoho.

buty-primark, spodnie-new yorker, bluza-sh, top- od siostry:), kolczyki- DIY, pierścionek- india shop


buty-deichmann, spodnie-h&m, koszulka-h&m, sweter- new look %, pierścionek-prezent, opaska, naszyjnik- Diva


dredloki- Agnieszka i Celina


niedziela, 5 lutego 2012

szafiarka szafiarce wilkiem...

Ostatnio na fejsie napisałam: "szafiarka szafiarce wilkiem". Pozwolę sobie nie rozwijać tej wypowiedzi, bo i po co? Doszłam do wniosku, że należę do blogerek starej daty:), które nie obsmarowywały  się publicznie na swych pięknych "fan pejczach", ale może tylko dlatego, że wówczas ich nie miałyśmy:)?
Będzie o czymś innym... o tym, że kobieta kobiecie wilkiem, a co najgorsze matka matce wilkiem.
Zanim zaszłam w ciążę żyłam w błogiej nieświadomości. Wydawało mi się, że bycie w ciąży, a potem posiadanie dziecka jest czymś, co poniekąd łączy niewidzialną nicią zrozumienia każdą kobietę.
O jakże się pomyliłam...
Najgorsze co można zrobić spodziewając się dziecka to wejść do internetu i zanurzyć się w głębokie odmęty for dziecięcych.
Nigdzie indziej nie doświadczy się tak wielkich podziałów między kobietami, które właściwie powinny się wspierać, a jeśli to za wiele, to chociaż wykazywać minimalne zrozumienie dla poglądów innych kobiet będących w tym samym stanie. Nic z tych rzeczy... Ciężarna ciężarnej wilkiem!
Gdy okazało się, że mój syn wybrał inną niż najpopularniejsza z metod przyjścia na świat, to jednocześnie okazało się, że cała masa zwolenniczek tej najpopularniejszej uważa, że prawdziwy poród to tylko poród naturalny. Że kobieta, która urodziła poprzez cesarskie cięcie to właściwie niewiele wie o rodzeniu dzieci, i nieistotne jest to, że sama na metodę porodu nie miała wpływu. Marna z niej matka i tyle, bo trzeba było się zaprzeć i rodzić siłami natury. A, że ciężko, że się nie da- co z tego! Jesteś matką- swoje musisz wycierpieć ! Nie raz usłyszałam, że poród naturalny jest lepszy dla dziecka, że poród naturalny rodzi większą więź między dzieckiem a matką, że poród naturalny sprawia, że dziecko jest zdrowsze, silniejsze, mądrzejsze... śmiem twierdzić, że nie zauważyłam:).
Kolejną kwestia, która chyba najbardziej mnie poruszyła to konflikt matki karmiące piersią vs. matki karmiące butelką. Chociaż jak tylko wejdziecie na fora- miejsce bytowania tych pierwszych to się dowiecie, że słowo "karmiące" do butelki ma się nijak.
Tutaj naprawdę się dzieje! Butelkowe dowiedzą się, że robią krzywdę swoim dzieciom, że faszerują je chemią, że to nienaturalne żeby noworodek był karmiony mlekiem krowim., i że karmienie butelką właściwie podchodzi pod  znęcanie się nad dziećmi (wszystkie wypowiedzi są prawdziwe!). A nie daj boże przyznać się w przychodni lub u lekarza, że nie karmi się piersią! Od razu następuje szereg pytań "a dlaczego?", "a nie chce Pani zacząć?" i stwierdzeń "szkoda dziecka". A najgorsze co może być to oczywiście przyznanie się do karmienia butelką z wyboru! Przecież każda dobra matka wie, że mm to syf , kiła i mogiła, że dziecko karmione tym specyfikiem będzie głupsze, bardziej chorowite, śmiem twierdzić, że nie zauważyłam:).
I to pytanie, po którym od razu można stwierdzić poglądy pytającego nt. mleka modyfikowanego,  "czy pani karmi?". Po pewnym czasie na tak kretyńsko  zadane pytanie zaczęłam odpowiadac "nie, głodzę dziecko".
Im dziecko starsze tym wcale nie ubywa pogardy ze strony matek. Kolejnym punktem zapalnym sa tzw. słoiczki i tak naprawde jedzenie . No i jak to tak można dziecko świństwem tym karmić! Ileż to historii można sie nasłuchać o syfie, który tam się mieści. I oczywiście o tym jaką beznadziejną matką trzeba być nie gotując 40ml zupki marchewkowej dzień w dzień dla potomka! A w ogóle kto w dzisiejszych czasach daje dziecku spakowaną marchewkę? To już nie jest trendy...i kolejny temat do awantury!
 W późniejszym czasie, gdy nasze dziecię osiąga wiek, w którym może jeść na podobieństwo rodziców pojawia się kolejny punkt zapalny-słodycze. Dawać czy nie dawać, jak dawać to ile, kiedy, co? Tutaj oczywiście także jest konflikt i kolejny raz można usłyszeć, a właściwie wyczytać na forach prze różniastych, że słodycze to syf z malarią, że tylko owoce, żadnych cukierków, batonów. Ewentualnie bakalie... A kto daje dzieciom słodycze ten wydaje na dziecko wyrok śmierci!
Jest oczywiście jeszcze cała masa sytuacji, które wywołują zażarte dyskusje na 300 postów, ale kto ma dziecko ten wie. A kto nie ma dzieci niech się trzyma z dala od internetu, a tym bardziej z dala od miejsc, gdzie przesiadują żądne krwi i awantury matki, gdy już na dziecko się zdecyduje. Życie w wiecznym poczuciu winy to nic fajnego.Wspomnicie moje słowa...

z chęcią bym zostawiła sam tekst, ale wiecie- nie wypada:)



niedziela, 29 stycznia 2012

Efekt dziada

Treść tego posta powstała dokładnie 13 miesięcy temu. Ale  nie doczekała się publikacji- do dzisiaj. Głównie dlatego, że ku mojej uciesze, poprzednia zima nie zmusiła mnie do wyciągnięcia z szafy obuwia śniegoodpornego.
W każdym razie dawno temu wspomniałam o tzw. efekcie dziada. Otóż efekt dziada to dźwięk jaki wydają każde buty zimowe typu emu, ugg, śniegowce itp, czyli charakterystyczne 'szur, szur'.
Nazwa ta wzięła się z kawałka Pezeta i Noona "te same dni, te same sny" (do posłuchania-3.59 sekunda),
a została wykorzystana przez moja siostrę do  nazwania dźwięku jaki wydawały moje futrzane śniegowce. Nosiłam je kilka lat temu na studiach. Były to naprawdę super buty na zimę- ciepłe, nieprzemakalne.
 Dosyć długo się zastanawiałam nad ich ponownym kupnem, i nad tym czy już za stara nie jestem na takie dziwolągi:). Ale stwierdziłam, że skoro ulica jakoś zniosła widok dziewczyn w czapkach z misiowymi uszami, szalikach udających lisy, rękawiczkach, które wyglądają jak  łapki pluszowych zabawek to moje buty nie będą na ich tle wyglądać wyjątkowo dziwnie.
 I kupiłam, chociaż zdaję sobie sprawę, że te buty wyglądają jakbym wdepnęła w muppeta. Ale na mrozy i śniegi są w sam raz:)!

buty-allegro, spodnie, kurtka-h&m, czapka- cropp, torba-flo (ale maja takie teraz w empikach), kolczyki-allegro



środa, 25 stycznia 2012

nie wierz nigdy szafiarce


Mam dzisiaj na sobie, drugi post z rzędu koszulkę ze sklepu Restyle. Zapewne mało kto uwierzy, że ten post nie zawiera lokowania produktu, a koszulki kupiłam za własna kasę- jak coś mam na to kwity:).
Z drugiej strony wcale sie nie dziwię ludziom, że mi nie uwierzą.
Jak czytam na szafiarskim zamkniętym forum o tym, że ciuchy danej firmy wcale nie sa dobrej jakości, wręcz przeciwnie- szybko sie niszczą, ale ich nosicielka nie może o tym napisać, bo przecież firma X jej te ciuchy udostępnia, to wcale mnie nie dziwi, że nikt nam nie wierzy:).
Ubolewam nad tym bardzo, bo jest naprawdę cała masa rzeczy, które używam, noszę i jestem z nich zadowolona, i  które chętnie bym polecała szerszemu gronu.
No ale przecież większego sensu pisanie o nich tutaj nie ma, bo nikt mi nie uwierzy:).
Inna sprawa gdybym coś skrytykowała- jestem pewna, że wówczas nikt by nie powiedział, że jestem nieobiektywna, albo, że ściemniam dla kasy.
Na szczęście ostatnio zauważyłam na blogach szafiarek (doświadczonych w reklamowych bojach), coraz więcej obiektywizmu i coraz mniej strachu przed pisaniem prawdy. Czyli może jest jeszcze dla nas nadzieja, chociaż wydaje mi się, że jest jej coraz mniej.
Także wiecie- nie każda blogerka to kłamliwa, sprzedajna persona, która za parę butów zrobi wszystko :).






niedziela, 22 stycznia 2012

jeśli wiesz co chcę powiedzieć...*

Dzisiaj mam dla Was coś ekstra- giwełej ze świetnymi nagrodami.
Jeśli chcecie je wygrać - nic prostszego, należy...
1. polubić mojego bloga na facebooku
2.  polubić mojego bloga na naszej klasie
3.  polubić mojego bloga na grono.net
4. polubić mojego bloga na twitterze i blipie
5. zasubskrybować mojego bloga przez RSS
6. dołączyć do obserwatorów mojego bloga
7. napisać o tym konkursie  na swoich profilach na wszelkich serwisach społecznościowych. Jeśli nie macie konta na żadnym- koniecznie musicie je założyć.
8. napisać o tym konkursie na swoim blogu, jeśli nie posiadacie bloga patrz punkt 7.
9. codziennie wchodzić na mojego bloga i co najmniej 100 razy przeładowywać stronę (mam statystyki, więc będę sprawdzać!)
10. Pod tym postem zostawić swoje szczegółowe dane- imię, nazwisko, adres mailowy, adres zamieszkania, telefon, rozmiar buta, grupę krwi.
11. Najważniejsze- aby wygrać te super nagrody, o których zaraz napiszę, należy wytatuować sobie nazwę mojego bloga czcionką samarkan, rozmiar 12, w widocznym miejscu i przesłać zdjęcie tatuażu na mojego maila.
A teraz najprzyjemniejsza część giwełeja czyli nagrody!
Nagrodą jest zestaw cieni do powiek w super modnych kolorach (te po prawej). Cienie były przeze mnie maźnięte tylko kilkanaście razy. Dodatkowo jesli w konkursie weźmie udział co najmniej 1000 osób do wygrania będzie szminka , używana tylko 2 miesiące i krem do opalania w sam raz na wakacje.
Zapraszam i życzę powodzenia!

*ps. wiem, że zapewne do "zainteresowanych" ten post nie dotrze, ale musiałam no!

spodnie-new yorker, buty-new look, top- restyle.pl, sweter- new look, kolczyki- diva, pierścionek- primark




piątek, 20 stycznia 2012

dlaczego fajnie jest mieć dzieci?


Zanim postanowiliśmy postarać się o potomka przez długi czas zastanawiałam się czy aby na pewno dziecko to najlepszy pomysł. Były momenty, gdy sądziłam, że 4 koty mi wystarczą, były takie, gdy byłam pewna decyzji o ciąży w 100% (no dobra- w 95%:)). Jednym z argumentów za było to, że dzieci zawsze wydawały mi się szalenie zabawne. Oczywiście nie noworodki, bo akurat człowiek w tym wieku ani nie posiada poczucia humoru, ani właściwie nie robi nic zabawnego. No chyba, że obsikuje rodzicielkę podczas zmiany pieluchy.
W każdym razie wraz z rozwojem mowy wzrasta atrakcyjność towarzyska rzeczonego osobnika.
Na szczęście Tolo, ku mojej radości, szybko zaczął gadać. A im więcej gada, tym jest zabawniej.
Chociaż oczywiście jak każdy etap, także i ten ma swoje wady, np. gdy słyszę od swojego potomka "zaraz!", w odpowiedzi na moje "Tolo idź do łóżka!", "Tolo posprzątaj zabawki.", "Tolo umyj zęby!".
 W tym miejscu muszę się wam zwierzyć z tego, że w obecnej chwili słowo "zaraz" to moje najbardziej znienawidzone słowo:).
Prowadzenie konwersacji z trzylatkiem jest naprawdę coraz prostsze i ciekawsze.
Tolo co dzień po powrocie ze żłobka jest przepytywany przeze mnie jak spędził dzień...
ja: Tolo były dzisiaj zajęcia z piłką?
Tolo: były, strzeliłem gola.
ja: Tolo a jak się nazywa pan od tych zajęć?
Tolo: pan trener.

ja: Tolo co było dzisiaj na obiad?
Tolo: zupa jak śnieg.
(Kto zgadnie co to za zupa? Oczywiście barszcz biały:).)

Druga wersja tej rozmowy brzmi tak:
Ja: Tolo co dziś było na obiad?
Tolo: drugie danie.

I tak sobie rozmawiamy:).
 Zabawne sytuacje wynikają też ze zbyt dosłownego rozumienia przez Tola pewnych słów i sformułowań...
ja: Marcin, gdzie jest ten mecz?
Marcin: na Kole
Tolo: dzieci nie lubią coli!

Tolo wpadając na krzesło: wpadłem na pomysł! itd.itp.
W każdym razie jest wesoło tak jak się spodziewałam:).


Tolo do kaczek: jesteście głodne? kaczki, chodźcie tu!




sukienka-h&m, bluza- cropp, nasyzjnik, kolczyki- diva, buty- deezee

niedziela, 15 stycznia 2012

o śniegu słów kilka...

 Mam w tym roku problem ze śniegiem.
 Z racji tego, że pamiętam jak ciężko mi było poruszać się po mieście dwie zimy temu, gdy problemem było dojście do przystanku, który znajduje się 80 m od mojego domu, z powodu nadmiaru śniegu. Problemem było  także wyjście z autobusu z wózkiem, bo większość przystanków była zawalona śniegiem. Problemem ogolnie było życie w mieście tonącym w śniegu...
Dlatego też bardzo cieszy mnie tegoroczna zima, chociaż jeszcze do niedawna nie wierzyłam, że będzie taka niezimowa i nerwowo oczekiwałam śniegu i mrozu. Wychodząc z założenia, że im prędzej przyjdzie, tym prędzej będziemy mieć to za sobą. Poza tym kupiłam w zeszłym sezonie fajne śniegowce i jakoś nie było okazji do ich noszenia:)). Jak się okazało, że żadne prognozy nie przewidują większych opadów śniegu to stwierdziłam, że ten stan mógłby się utrzymywać jak najdłużej.
Dziś jest pierwszy weekend kiedy w Warszawie widać śnieg. Mam jednak nadzieję, że to jeden z ostatnich takich dni:). Chociaż zdaję sobie sprawę, że są tacy co się cieszą, gdy za oknem jest biało.
Na przykład mój syn- od listopada nie może doczekać się śniegu i jazdy na sankach. Nie udaje mi się go przekonać, że  to naprawdę nic fajnego... Zdanie troszkę zmienił, gdy został zbombardowany kilkoma śnieżkami:). 



buty-deezee, spodnie- stradivarius, torba- h&m, bluza-cropp, pierścionek- primark, kolczyki -DIY



Nokia 500, o której wspominałam kilka dni temu nadal mi towarzyszy:). I raczej prędko to się nie zmieni, bo jako początkująca użytkowniczka smartfona stwierdzam, że bardzo mi odpowiada ten model . 
Wypadałoby przedstawić kilka danych technicznych-

rozmiary to 53,8 mm na 111,4. Grubość to ok 14 mm. Telefon jest leciutki, wazy tylko 93 gramy. Bateria trzyma całkiem nieźle- na pewno 4 dni bez ładowania wytrzymuje. 
Telefon posiada darmowy GPS (doceniłam ostatnio jakie to wspaniale rozwiązanie:)) i mapy Ovi Maps. Kolejna fajną opcją jest dostęp do radia internetowego. A także coś co mnie zaskoczyło- czujnik położenia, który pozwala na wyłączenie budzika lub nieodbieranie telefonu poprzez położenie telefonu ekranem do dołu. Z plusów wypadałoby wymienić także świetna jakość dźwięku. Zarówno przy rozmowie jak i odtwarzaniu muzyki.
System operacyjny to nowa wersja Symbian Anna, a już wkrótce będzie można go zaktualizować do nowszej wersji Symbian Bella.
Opinie nt. nokii 500 są podzielone, ale ja polecam waszej uwadze ten model z pełną odpowiedzialnością. 



piątek, 13 stycznia 2012

ciocia Baglady radzi czyli wszystko co chcieliście wiedzieć o przedłużaniu włosów

Dzisiaj się trochę powymądrzam. Będzie o włosach... ale tym razem takich do przedłużania.

*Włosy syntetyczne czy naturalne?
Włosy syntetyczne
Nie do końca wiem dlaczego tak jest, ale Polki nie lubią włosów syntetycznych, bo uważają, że po dwóch myciach będą  wyglądać jak u lalki barbie, którą ktoś poddał fryzjerskim eksperymentom. Nic bardziej mylnego- dobrej jakości syntetyki są naprawdę świetne.
  • Zalety:
1. Do ich zalet należy to, że jeśli je pokręcimy to w środku dnia nie ockniemy się z prostymi włosami- będą pokręcone /proste/pofalowane dopóki będziemy tego chcieć.
2. Kolejna kwestia to pielęgnacja- nie wymagają tyle zachodu i różnej maści specyfików co włosy naturalne- wystarczy je umyć, lekko podsuszyć i biec na miasto.
3. Cena- zawsze są  tańsze od włosów naturalnych. Dobre jakościowo włosy syntetyczne będą nam na pewno długo służyć.
  • Wady:
1. Mały wybór kolorów- nie ma opcji żebym w Polsce znalazła idealnie dobrany kolor pod moje włosy. A farbować ich się nie da, bo jak wiadomo tworzywo sztuczne, jakie by nie było, nie ulegnie farbowaniu.
2. Połysk- zwykle włosy syntetyczne błyszcza troszeczkę bardziej niż naturalne, ale w obecnych czasach można znaleźć i takie, które wyglądają naprawdę bardzo naturalnie. Kiedyś nie można  było ich modelować czy  działać na nie wysokimi temperaturami- dziś to już nie problem. W sprzedaży  są głównie włosy syntetyczne, które możemy traktować tak jak naturalne. W każdym razie na pewno jest to uwzględnione w ich opisie.
  • Gdzie szukać?
Najlepiej na allegro. Wpisujemy w wyszukiwarkę "włosy syntetyczne" i hulaj dusza piekła nie ma- wybór jak ta lala:)!
Włosy naturalne
Jeśli jednak nie pokonacie w sobie niechęci do noszenia plastiku na głowie i zdecydujecie się na zakup włosów naturalnych, to główna zasada jest taka, że trudno jest znaleźć dobra opiekunkę do dziecka,  jeszcze trudniej znaleźć dobre dziecko, a w ogóle to  najtrudniej znaleźć dobre włosy:).
Tutaj polecałabym albo radzić się koleżanek, które nosiły przedłużane włosy, albo uważnie czytać komentarze na allegro, albo posłuchać się cioci Baglady:).
  • Zalety:
1. Można je farbować, tonerować, malować (nie polecam trwalej i rozjaśniania:)).
2. Lepiej się "zlewają" z naszymi włosami , nawet takimi co to były życiowo doświadczane przez swoją właścielkę.
3.Traktujemy je jak wlasne włosy- nakładamy odzywki, układamy itd.
  • Wady:
1. Jakość to podstawowa wada, bo tak naprawdę nie da się ocenić na oko czy włosy, które zacnie sie prezentują na zdjęciu czy w opakowaniu. Wszystkie włosy wyglądają ładnie, gdy je kupujemy, a czy będą ładne po jakimś czasie to oczywiście rzeczony czas pokaże:).
2.Cena- dobre włosy musza trochę kosztować. Niestety.
Rodzaje włosów:
Rodzaje włosów naturalnych są uzależnione od miejsca skąd pochodzą. W tej kwestii trzeba zaufać sprzedawcy, a ci lubią ściemniać i pisać o włosach azjatyckich- europejskie, albo używać określeń "jak słowiańskie". Oczywiście słowo "jak" mniejsza czcionka niż reszta:).
Tak pokrótce- włosy słowiańskie są najdroższe, bo to włosy nie obrabiane w żaden sposób chemicznie-nie są  tlenione, farbowane.
Takie włosy są też skupywane przez różne firmy, natomiast kompletnie się taki interes sprzedającemu nie opłaca- dlatego jeśli macie długie, nie farbowane włosy i zamierzacie je obciąć, to polecam wystawić je bezpośrednio na serwisach aukcyjnych. Na pewno zarobicie na nich więcej niż sprzedając je do skupu.
Najtańsze i najpopularniejsze  są włosy azjatyckie. One są już obrobione chemicznie- odbarwione, pofarbowane, pokręcone i dlatego też może się zdarzyć, że po 2 myciach będziemy mieć na głowie kołtun.
Dlatego polecam kupowanie takich włosów tylko u sprawdzonego sprzedawcy.
Na opakowaniach włosów naturalnych występuje często tajemnicze słówko 'remy", bądź "remi" . Oznacza to, że włosy są segregowane łuską w jedną stronę. Nie kupujecie włosów bez tego oznaczenia.
Metody zakładania:
Metod jest ogromna masa. Ale ja chcę się skupić na tej, którą lubię najbardziej, którą można włosy przedłużyć samodzielnie i która najmniej obciąża nasze włosy. Mianowicie chodzi o dopinki clip on.
Są to włosy wszyte na taśmę, która ma doszyte klipsy. Za pomocą tych klipsów dopinamy taśmy do naszych włosów.
Tak tego nie robimy. Bo włosy nie będą się trzymać. A tak wygląda poprawne założenie włosów na taśmie.
Jak już uda nam się znaleźć dobre włosy, to warto też zwrócić uwagę na spinki. Ja uważam, że najlepsze są niezbyt duże spinki, z takimi ząbkami "zamkniętymi". Nie lubię natomiast takich z ząbkami "otwartymi ". Ale jeśli kupicie fajne włosy z otwartymi ząbkami to za pomocą igły i nitki możecie doszyć te lepiej trzymające-to naprawdę bardzo proste i tanie.
  • Zalety:
1.Zaleta włosów clip on to łatwość samodzielnego zakładania. Po kilku założeniach będzie Wam to zajmować nie więcej niż 5 minut.
2. Mniejszy wpływ na nasze włosy. Możemy clipy dopinać w różnych miejscach na głowie, aby nie obciążać cały czas tego samego.
3. Włosy te są super zarówno dla kogoś kto chce przedłużyć włosy na jednorazową okazje jak i dla kogoś kto chce je nosić dłuższy okres. Ja je dopinam codziennie i nie sprawia mi to żadnych dodatkowych problemów. Odpinam je na noc, dzięki czemu nie muszę się martwić, że włosy mi się skołtunią lub zniszczą.

  • Wady:
1. Nie stwierdzam, chociaż zdaję sobie sprawę, ze dla niektórych osób codziennie dopinanie włosów może byc uciążliwe.

Misja  "pierwsze przypięcie":)
Zasadniczo każdy kto ma włosy dłuższe niż kilka  centymetrów może je przedłużyć za pomocą metody clip on. Zasadnicza kwestia jest jednak taka żeby efekt końcowy był fajny. i co najważniejsze- żeby "doczepy" nie różnił sie zbytnio od naszych "naturalsów":). Podstawowa sprawa to dobrze wycieniowane włosy. Włosy ścięte na równo zawsze będą sie odznaczać od tych dopiętych.
 Na zdjęciach sklepów sprzedających włosy można zobaczyć wiele fotek przed i po, gdzie dziewczyny nawet krótkowłose uzyskują efekt pięknych długich włosów idealnie zlanych z ich własnymi. Bez odpowiednio wycieniowanych włosów, czy to przed doczepieniem czy już po, nigdy nie uzyskamy takiego efektu. Ja cieniowałam u fryzjera tylko swoje włosy, uprzedzając, że zamierzam je przedłużać. I dopiero wtedy efekt był zadowalający.
Kolejna kwestia to wlosy proste i kręcone. Dziewczyny z prostymi włosami maja o wiele łatwiej niz te z kręconymi- większość włosów na taśmach jest prosta. chociaż oczywiście można kupic także włosy falowane czy krecone, ale najlepiej samodzielnie je kręcić.

*moje włosy
Moje włosy, które widzicie na zdjęciach to włosy naturalne. Dostałam je od sklepu Verlocheshop. I wierzcie lub nie- są naprawde wspaniale. A nie oszczędzam im rożnych przykrości- farbuję je farbą, tonerami, czesto myję, suszę suszarką, czeszę, zdarzyło mi się myć żelem do twarzy:). I naprawdę nadal wyglądają pięknie. Efekt podkręcenia uzyskuję lekko spryskując je wodą i kładąc piankę, łapię za końce i zwijam w ręku, pozostawiając na noc do wyschnięcia. Myślę, że wyglądają o wiele lepiej niż zwisające smętnie strąki:).
Inna firma sprzedająca włosy, którą mogę z czystym sumieniem polecić to Hairservice. Jeśli znacie inne sklepy co do których macie pewność, że sprzedając włosy dobrej jakości to piszcie:).

rzeczone włosy w całej okazałości:)

buty-deezee, spódnica- sh, torba-h&, bluzka- atlantic, naszyjnik, pierścionek- diva

zdjęcia wykonała druga połówka Samotnego Nawigatora czyli moja siostra:)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Obserwatorzy