Gotować zaczęłam właściwie trochę z konieczności po przejściu na dietę. Długo nie odnajdywałam się w tym zajęciu. Nawet nie wiem kiedy zaczęło mi to sprawiać przyjemność i przestało być przykrym obowiązkiem. Oczywiście żadna ze mnie Nigella , nic sama nie wymyślam, jeno lekko modyfikuje odnalezione w sieci przepisy. I to zwykle wtedy, gdy zapomnę kupić jakiś składnik. Mój mąż jest oczywiście bardzo zadowolony z mojej nowej pasji, nasz budżet domowy także. Ten pierwszy nawet nie zauważył, że przez jakiś czas był na diecie wegetariańskiej, ale nie mówcie nikomu:).
Mojemu gotowaniu sprzyja także fakt, iż (freta pozdrawiam:)) w końcu odkryłam, ze najładniejsze warzywa to nie w żadnym marketach i tym podobnych przybytkach ale tylko na bazarkach. Mam taki jeden nieopodal pracy i gdy się przechadzam wśród stoisk z warzywami zawsze ogarnia mnie szał zakupów. Efektem czego był np. zakup bakłażanów. Nigdy ich nie jadłam i nawet nie umiałam przyrządzać, a ich nazwa kojarzyła mi się tylko z żartobliwym przezwiskiem mojego byłego bojfrenda (świeć Panie nad jego duszą).
Ale sami wiecie, że kocham kolor fioletowy i wszelkie jemu pochodne, więc bakłażan bardzo wizualnie mi podpasował:). W każdym razie jego zakup to był strzał w dziesiątkę! Ubóstwiam bakłażana i regularnie grzebię w sieci poszukując nowych sposobów na jego przyrządzenie. Takim samym gorącym uczuciem darzę cukinie. Także odkrytą całkiem niedawno.
Chętnie poznam jakieś nowe pomysły na przyrządzanie ww. warzyw, tylko wiecie- bezmięsne i niskotłuszczowe:).
Ps. Mała anegdotka na koniec: oglądamy program kulinarny na tvn...
Tolo: "to Pani Gessler?
ja:" nie synku to Pascal Brodnicki":)))
![]() |
| buty-deezee, toszert- restyle.pl, torba-primark, bandanka-allegro, bransoletki-asos * |
![]() |









