poniedziałek, 7 listopada 2011

Etnikana, etnikana...


Chciałabym Was dzisiaj zaprosić do wzięcia udziału w konkursie współorganizowanym ze sklepem Etnikana.pl .
Zadanie konkursowe jest proste i nie wymaga żadnego "lajkowania":).
W terminie od 7 do 13 listopada, do godziny 17.00 należy odwiedzić sklep etnikana, wybrać coś co chcielibyście mieć, zalinkować  i w kilku słowach uzasadnić swój wybór.
 Odpowiedź w formie komentarza, wraz z adresem mailowym zostawcie pod tym postem.
Najciekawsza odpowiedź zostanie nagrodzona bonem o wartości 100zł na zakupy w sklepie. Druga nagroda to bon na 50zł.
Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w konkursie:)!
Regulamin konkursu pod linkiem.
edit: zwyciężczyniami są Julka gatnegre@interia.pl , ktora otrzymuje bon na 100zl i evvvvi@op.pl

sobota, 5 listopada 2011

cena czyni cuda

Utarło się, że szafiarka musi ubierać się w ciucholandzie. Szczerze mówiąc nie wiem kto wymyślił i spopularyzował tę bzdurę, ale niestety takie rzeczy rozchodzą się po sieci w tempie błyskawicy bez żadnej kontroli.
 Osobiście mam w głębokim poważaniu to gdzie ubierają się moje ulubione blogerki- liczy się dla mnie tylko i wyłącznie efekt końcowy. A to czy sukienka pochodzi z sieciówki, od projektanta czy z pomocy dla powodzian, kompletnie mnie nie interesuje.
Kiedyś w zamierzchłych czasach, o których już właściwie pamięć zaginęła, czyli przed narodzinami Tola, bywałam częstym bywalcem ciucholandów. Wręcz nałogowym:). Co oczywiście miało  swoje złe i dobre strony. Złe to brak miejsca w szafie i wiecznie hulający po portfelu mym wiatr. Ceny w lumpexach były różne, ale ogólnie opłacało się robić tam zakupy. Ostatnio pod wpływem ulubionych blogerek i ich wspaniałych zdobyczy, powróciłam na łono ciucholandów i mocno się zdziwiłam cenami.
 W jednym z fajniejszych second handów przy ulicy Puławskiej, cena za kilogram w dniu dostawy to 69zl! Wydaje mi się, że to mocno wygórowana cana za ciuchy pochodzące głównie z sieciówek. Tym bardziej, że obecnie coraz trudniej znaleźć coś naprawdę wyjątkowego.
Jeszcze większe zaskoczenie czekało mnie po przestąpieniu progu lumpexu na Natolinie vis a vis Galerii Ursynów- cena za kilogram 119zl! Kupując w takim sklepie czułabym się zrobiona w przysłowiowe bambuko. Tym bardziej, że po zrobieniu krótkiego rekonesansu stwierdziłam, że wystawione na sprzedaż ubrania, to nic innego jak sieciówkowe ciuchy sprzed kilku sezonów. Fajne, ale w żadnym wypadku nie warte pieniędzy, taaakich pieniędzy. Najbardziej jednak śmieszy mnie, gdy widzę ubrania z Primarka, które kupowane na wagę kosztują więcej niż nówki sztuki w sklepie.
Zauważyłam też inną rzecz- kupowanie w ciucholandach wcale nie jest tanie. No przynajmniej w moim przypadku:). Kupując w zwykłych sklepach, robię to 2-3 razy w miesiącu, czasem rzadziej. Kupując w ciucholandach o wiele częściej, wchodząc niby przy okazji do jakiegoś pobliskiego lumpexu, i wydając przy tym koniec końców więcej kasy. Zapewne każda fanka ciucholandowych łowów to przyzna-chodzenie po ciucholandach  jest ja nałóg. Niestety...
A w drodze do ciucholandu Szmizjerka na Kabatach powstały te oto zdjęcia...
buty-primark, spodnie-levi's, tunika-sh, kurtka-h&m %, naszyjnik-Diva





piątek, 4 listopada 2011

serial MANGO

Dzisiaj będzie nietypowo jak na mnie, bo o ciuchach:). A konkretnie o ciuchach jednej z głównych bohaterek serialu "What should I wear by MANGO".
Po obejrzeniu pierwszego odcinka od razu wpadła mi w oko Taylor i aktorką ją grająca, czyli Fernanda Romero. Co tu dużo mówić- mam słabość do ciemnowłosych kobiet. A jak jeszcze są takie ładne i mają lekko orientalną urodę to już w ogóle jest szał:). Oczywiście znaczenie ma także jej wizerunek- makijaż, ubrania, biżuteria. Wszystko świetnie dobrane, ale wyglądające tak  jakby Taylor spędziła na ubieraniu się jakieś 3 minuty. Szczerze zazdroszczę takiego efektu, który mnie przychodzi z trudem:).
Poniżej możecie zobaczyć pierwszy odcinek serialu i wspomnianą przeze mnie Taylor.


  Jako serialomaniaczka szczerze polecam!


czwartek, 3 listopada 2011

faceci są z Marsa...

To będzie post o tym, że cięzko jest znaleźć dobrego faceta fachowca o tym, że faceci naprawdę są z innej planety :).
Pewnego pieknego dnia uświadomiłam sobie, że najwyższa pora dokonać kilku małych napraw w naszym mieszkaniu. Przypomniałam sobie, że istnieje coś takiego jak "mąż do wynajęcia"-czyli złota rączka od wszelkiego typu napraw. Przejrzałam kilka stron takich firm i w końcu wybrałam jedną. Kontakt i umówienie wizyty przebiegło szybko i sprawnie. Problemy pojawiły si , gdy nadszedł umówiony dzień. Dostałam smsa, że złota rączka się spóźni. Koniec konców spóźnił sie jakieś 2 godziny, ale przybył. Niestety w domu był tylko mój mąż, który relacjonował mi na żywo postęp prac.
Pierwsze niepokojące sygnały zaczęły do mnie docierać, gdy dostałam fotkę miejsc w których mają wisieć półki. Mimo, że zostawiłam szczegółowe wytyczne mojemu mężowi dotyczące miejsca zawieszenia półek, wisiały one niepokojąco wysoko. Późniejsze relacje dotyczące zawieszenia szafki i lustra w łazience nie wzbudzały żadnych obaw, do momentu powrotu do domu...
Okazało się oczywiście, że półki wiszą za nisko, natomiast co do reszty, wydawało się, że  wszytko jest w porządku. Do momentu, gdy kilka godzin później umyłam włosy i chciałam je wysuszyć i ułożyć, przeglądając się w lustrze znajdującym się na drzwiczkach szafki. Reakcja na to co zobaczyłam brzmiała "MAAAAAAARCIIIIIN!!!!". Gdy mój mąż przyszedł do łazienki kazałam mu stanąć obok mnie i zobaczyć co widzę w lustrze. A widziałam niestety tylko kawałek czoła. Okazało się, ze mimo moich szczegółowych wytycznych szafka została powieszona za wysoko. Jakoś przebolałam tą sprawę.
Natomiast później okazało się, że to nie koniec sensacji. Z racji tego, że pan złota rączka nie zdążył ze wszystkim w jeden dzień, przyszedł kilka dni później- miał zawiesić rolety i zamontować oświetlenie w kuchni-nad szafkami. Niestety pech chciał, że w domu znowu był tylko mój mąż.
Fachowiec i tym razem nie wyrobił się ze wszystkim i zdążył tylko zamontować lampki kuchenne. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało w porządku. Zadowolona, że w końcu mam porządne światło w kuchni, skierowałam kroki do szafki, aby wyjąć z niej talerzyk i  kulturalnie zjeść zakupione wcześniej ciastko. Niestety szafka się nie otwierała, ponieważ lampki zostały zawieszone zbyt nisko i blokowały jej otwarcie. To samo był z pozostałymi 4 szafkami. Moja reakcja była podobna do poprzedniej- gromkie "MARCIN!" i kilka innych słów nt  fachowości "tego kretyna".
Po tej sytuacji miałam serdecznie dość wszelkich napraw, ale czekało nas jeszcze wieszanie rolet. Tym razem postarałam się być w domu. I chwała bogu, ponieważ w momencie, gdy pan złota rączka, cały zadowolony z siebie, wywiercił dziury, zamontował kołki rozporowe i zaczął wkręcać uchwyty do rolet, uchyliłam okno. Wówczas pan spojrzał na mnie i zapytał: "te rolety maja tak wisieć żeby dało się okno uchylić?"...

spodnie, pierścionek-h&m, buty-primark, kurtka-new torker, torba-resered


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Obserwatorzy