Długo się przed tym wzbraniałam, mi może byłam bardzo blisko celu już kilkakrotnie, mimo że kilkakrotnie klikałam "kup teraz" cały czas pojawiały się znaki na niebie, ziemi i w blogosferze, mówiące "nie rób tego, nie idź tą drogą". Głosy w mojej głowie odzywały się regularnie, gdy wchodziłam na zakazane strony, gdy odwiedzałam zakazane blogi... Co krok napotykałam nieme zachęty- "kup nas, jesteśmy takie fajne", pojawiające się jednak z taką częstotliwością, że były jednocześnie przestrogą- "nie kupuj, wszystkie je mają". Myślałam nawet o tym czy nie zablokować sobie w komputerze wyświetlania niektórych, sprowadzających mnie na manowce stron, jak to mam w zwyczaju. Jednak nigdy tego nie zrobiłam... i być moze to był pierwszy błąd...
Któregoś dnia w końcu się to stało- znudzona, przeglądałam różne strony, weszłam i na tą zakazaną... szybki rzut oka na stronę główną- "promocja 30% na cały asortyment". Nerwowe szukanie rozbieganym wzrokiem czy zakazany owoc jeszcze jest dostępny... nie, nie poddałam się, jeszcze nie teraz.. Zamknęłam strone czym prędzej... jednak za chwile bijąc się z myślami, wróciłam na nią ponownie Zajrzalam do działu promocje i to było jak grom z jasnego nieba! Są tam, czekają na mnie! Szybka kalkulacja w głowie ile będzie mnie kosztować ten grzech, szybka decyzja- kup teraz, przelew, mail na skrzynce z informacją "zamówienie zostało wysłane", nerwowe wyczekiwanie kuriera. I są...
Moje nowe pseudolity.


